WIWAT MAJ, TRZECI MAJ!”, CZYLI PIRACKIE RADIO SZARYCH SZEREGÓW

Możliwość obchodzenia świąt państwowych i ważnych rocznic wydaje się dziś czymś oczywistym. W okresie okupacji wiązało się to jednak ze śmiertelnym niebezpieczeństwem. Członkowie Szarych Szeregów znaleźli jednak sposób, by na dużą skalę uczcić święto Konstytucji 3 maja.

Podziel się:
Share on facebook
Share on twitter
wniosek-o-nadanie-Virtuti-Militarii-Rudemu-(pośmiertnie)

Wniosek o nadanie Virtuti Militarii Rudemu (pośmiertnie)

Od samego początku wojny Niemcy starali się zdobyć na podbitych ziemiach monopol na informację. W miejsce dawnych polskich gazet pojawiały się nowe, nadzorowane przez władze okupacyjne, zwane „gadzinówkami”. Zabroniono też nauczać o historii, literaturze, a nawet geografii Polski, która w optyce nazistów została uznana za obszar, którego jedynym celem jest dostarczanie nowej „rasie panów” taniej siły roboczej.

Tubą propagandową było również radio. Już w październiku 1939 roku mieszkańcom Generalnego Gubernatorstwa zakazano posiadania własnych odbiorników. Za ich ukrywanie groziła nawet kara śmierci. W ich miejsce pojawiły się megafony uliczne, zwane potocznie „szczekaczkami”, które nadawały wiadomości kontrolowane przez Niemców.

O ile tworzenie niezależnej prasy, tzw. bibuły, było przedsięwzięciem względnie prostym, a w kraju błyskawicznie pojawił się szereg konspiracyjnych tytułów, to własne radio było dużo trudniejszą i bardziej ryzykowną sprawą. Armia Krajowa posiadała swoje nadajniki i odbiorniki, lecz zwykłym ludziom pozostawało słuchanie (zwykle zagłuszanych) komunikatów puszczanych przez aliantów.

Rozkazy dot. rozpoznania gmachu Gestapo

“Szczekaczki” były jednymi z bardziej irytujących elementów życia codziennego – chcieliśmy czy nie, będąc na ulicy musieliśmy ich słuchać. Choć pojawiały się tam użyteczne informacje – ogłaszano nowe zarządzenia, a z wieści o prawdziwych i zmyślonych sukcesach Wehrmachtu można było między wierszami wyczytać, co dzieje się na froncie, to nieustająca propaganda dawała się ludziom mocno we znaki.

Takie były korzenie „akcji megafonowej”, zorganizowanej w Warszawie przez organizację „Wawer”. Jej pomysł powstał na przełomie 1942 i 1943 roku, wśród młodzieży działającej w Szarych Szeregach na Żoliborzu.

Zaplanowano wpięcie się do niemieckiej sieci radiowej i nadanie przez nią własnego komunikatu. Jej inicjatorami byli m.in. Jerzy Zborowski „Jeremi”, Stefan Rodkiewicz „Lech” odraz Bronisław Pietraszewicz „Lot”, znani później z walk w powstańczym batalionie „Parasol”.

Od planów do realizacji była jednak długa droga. Szczęście w nieszczęściu, w kwietniu 1943 roku pojawiły się nowe okoliczności. W związku z powstaniem trwającymi w Getcie uszkodzeniu uległa łączność między Pałacem Brühla, gdzie oprócz siedziby gubernatora Warszawy znajdowała się też dyspozytornia „szczekaczek”, a megafonem ulicznym w głównym punkcie Żoliborza – na placu Wilsona.

Karta szkolenia żołnierzy GS

Harcerze postanowili wykorzystać fakt, że tuż obok znajdowała się szafka telefoniczna. Kable z megafonu zostały z nią połączone, a ona sama – wpięta do aparatu telefonicznego w jednym z okolicznych mieszkań.

Ryzyko było wysokie. Tuż obok znajdowały się koszary Wermachtu, więc ulicami co i rusz chodzili żołnierze niemieccy. Po udanych próbach postanowiono nadać 3 maja audycję patriotyczną.

O godzinie 18 z głuchej wcześniej „szczekaczki”, nagle zaczął się dobywać Mazurek Dąbrowskiego. Po hymnie nadano kilka innych utworów patriotycznych, a Stefan Rodkiewicz, używając telefonu, odczytał krótkie przemówienie okolicznościowe. Audycja trwała 15 minut i przebiegła bez zakłóceń. Według świadectw, audycji wysłuchało kilkaset osób – równie zaskoczonych, co zdezorientowani sytuacją Niemcy.

Choć sytuacja miała miejsce dość daleko od centrum, to wieść o audycji szybko rozniosła się po całej stolicy. Według pogłosek miała być ona nadawana z samego Londynu, mało kto podejrzewał, że stali za nią młodzi harcerze.

Po sukcesie trzeciomajowej „akcji megafonowej” postanowiono powtórzyć ją z większym rozmachem. Wykorzystując doświadczenia z Żoliborza zdecydowano o wyemitowaniu programu w głównych punktach centrum miasta. Jej termin wyznaczono na południe, 31 lipca.
Członkowie „Wawra” rozpisali plan, którego najtrudniejszym elementem było odcięcie dziewięciu śródmiejskich megafonów od dyspozytorni w Pałacu Brühla. Program był identyczny, co w święto Konstytucji 3 maja.

Z powodu usterek technicznych audycji nie udało się wyemitować o 12. Zrobiono to równo po godzinie. Tym razem wysłuchało jej co najmniej kilka tysięcy osób w kluczowych punktach miasta. Oddźwięk audycji był jednak dużo większy.

W obu przypadkach Niemcom nie udało się namierzyć skąd nadawany jest sygnał. Byli zupełnie skonfundowani oboma operacjami, a dzięki pilnemu przestrzeganiu zasad konspiracji całe ich śledztwo spaliło na panewce. Nie doszło do żadnych aresztowań.
Do czasu Powstania Warszawskiego była to największa konspiracyjna audycja radiowa, nadawana do ludności cywilnej.

Może Cię zainteresować

Fundacja na rzecz Wielkich Historii
(wcześniej Fundacja Pamięć i Tożsamość)

KRS: 0000321207
NIP: 7010164787
REGON: 141708675
Bank Millenium 77 1160 2202 0000 0001 3113 4106
Prezes Zarządu: Maciej Piwowarczuk

ul. Płowiecka 77
04-501 Warszawa

789 387 581

Wesprzyj nas przekazując 1% podatku.

Pamiętaj o nas wypełniając zeznanie podatkowe. Fundacja na rzecz Wielkich Historii jest Organizacją Pożytku Publicznego, zarejestrowaną pod numerem KRS 0000 321 207.