15 lipca 1410 roku na polach pod mazurską wsią Grunwald, połączone siły polsko-litewskie starły się z Zakonem Krzyżackim. W powszechnej pamięci zapisało się to jako największy triumf Polski nad wojskami niemieckimi.
Podziel się:
, fot: domena publiczna
Nietrudno się więc domyślić, że w czasach okupacji jakiekolwiek wspominanie o bitwie było surowo zakazane. Zgodnie z hitlerowską filozofią, Polacy byli z definicji narodem niższym, nie posiadającym własnej historii. Jak więc mogliby kiedyś zwyciężyć z przodkami „rasy panów”? To nie mieściło się w głowie.
Jednak mimo śmiertelnych konsekwencji, uczestnicy konspiracji starali się na różne sposoby uczcić jej rocznicę. Ostatecznie – tak jak obrazy Matejki czy książki Sienkiewicza – co mogło służyć „pokrzepieniu serc” bardziej, niż przypominanie dawnej chwały?
Już pierwszy lipiec pod okupacją Polacy postanowili uczcić akcją obywatelskiego protestu. Na kilka dni przed 15 lipca, pisma konspiracyjne różnych środowisk wspólnie ogłosiły jednodniowy bojkot prasy niemieckiej oraz polskojęzycznych gazet nadzorowanych przez Niemców (zwanych popularnie „gadzinówkami”).
Taka manifestacja nie była wcale łatwa. „Gadzinówki” takie jak np. „Nowy Kurier Warszawski”, czy „Goniec Krakowski” cieszyły się niezłą sprzedażą z prostej przyczyny – można było w nich znaleźć informacje na najbardziej praktyczne tematy (np. o cenach żywności i nowych zarządzeniach okupacyjnych władz). Ze zmyślonych i prawdziwych opowieści o sukcesach Wermachtu,
sprawne oko mogło wyczytać, jaka jest sytuacja na froncie. Polska „bibuła” wychodziła zbyt nieregularnie, by stanowić codzienne źródło wiedzy.
Jak zapisał w swojej „Kronice” Ludwik Landau – “O ile można się zorientować, tego dnia wypadł on wyjątkowo dobrze: tylko bardzo niewiele osób widziało się z gazetą, tak że odnosiło się wrażenie ogromnego zmniejszenia sprzedaży”.
Niemcy nie mogli nie zauważyć bojkotu – ostatecznie propaganda i kontrola nad informacją były jednym z priorytetów nazistowskiej polityki. Wybór akurat tej daty musiał być dla nich znaczący i niezbyt przyjemny.
Jednocześnie bardzo trudno było ukarać kogoś za tę akcję. W bojkocie brały udział miliony ludzi. Czy dało się ich zmusić do kupowania gazet? Jak stwierdzić kto nie kupił gazety specjalnie, a kto po prostu rzadko sięga po „gadzinówki”?
Ta sprytna inicjatywa nie była ostatnią formą uczczenia bitwy przez polskie podziemie. Jak pisze Władysław Bartoszewski, równo rok później członkowie Organizacji Małego Sabotażu „Wawer” przeprowadzili akcję umieszczania na murach warszawskich domów napisu „Grunwald”. Choć napisy niemal błyskawicznie były ścierane, to taka forma miejskiej partyzantki musiała osłabiać morale Niemców i dodawać otuchy mieszkańcom.
O tym, że kwestie pamięci o bitwie hitlerowcy traktowali naprawdę poważnie, niech świadczy fakt, jak bardzo zależało im na odnalezieniu przedstawiającego ją obrazu Jana Matejki, który potajemnie został wywieziony z Warszawy do Lublina na początku wojny.
Propaganda nazywała płótno „prowokacją” i „obrzydliwym paszkwilem”. Wyznaczono za nie ogromną nagrodę – z początku 2, a potem aż 10 milionów marek. Zatajanie informacji o nim było karane śmiercią.
Na przesłuchanie Gestapo został wezwany intendent Muzeum w Lublinie, prof. Władysław Woyda, któremu na przemian to grożono śmiercią, to obiecywano fortunę, paszport i obywatelstwo. Mimo to muzealnik nie ujawnił położenia obrazu.
Do końca wojny Niemcom nie udało się go namierzyć – bezpiecznie przeleżał on zakopany pod niepozorną szopą na terenie Taborów Miejskich.
O militarnym znaczeniu bitwy, która w 1410 roku odbyła się na polach Grunwaldu można dyskutować. Być może jest ono nieraz przeceniane. Nie zmienia to faktu, że jako symbol – legenda o wielkim zwycięstwie – miała siłę, która inspirowała miliony ludzi. Za tę opowieść wielu było gotowych poświęcić życie.
Wspólnie zbudujmy Wirtualne Muzeum Polskiego Państwa Podziemnego.
Aby zrealizować nasz cel i udostępnić Muzeum zwiedzającym już w 2022 roku potrzebujemy Twojego wsparcia.