Obecność kobiet w ruchu oporu kojarzy się zwykle z postaciami sanitariuszek i łączniczek. Rzadko myślimy o nich, jako o osobach walczących z bronią w ręku. I rzeczywiście, spośród około 10 procent pań, które służyły w AK, znaczna większość nie brała udziału w akcjach bojowych. Zdarzały się jednak wyjątki.
Podziel się:
Cichociemni, fot: domena publiczna
Należały do nich Irena Bredel „Alina” i Leta Elżbieta Ostrowska „Justyna”, które 15 marca 1944 roku wykonały wyrok państwa podziemnego na donosicielu Mieczysławie Darmaszku – jednocześnie mszcząc się za śmierć swoich koleżanek z sekcji kobiecej Kedywu AK.
Początek historii to grudzień 1943 roku. W mieszkaniu Marii Łozińskiej „Dobrochny” i Wandy Twardowskiej „Myszki”, odbywało się szkolenie patroli minerskich kobiecego oddziału Kedywu. Prowadzono instruktaż rozbrajania min i granatów oraz uczono o właściwościach materiałów wybuchowych. W spotkaniu brała udział także Maria Kuberska „Mea”, która, mimo godziny policyjnej, postanowiła po zakończeniu wrócić do domu. W bramie jej kamienicy czekało Gestapo. Zatrzymań dokonano też w mieszkaniu Kuberskiej, gdzie wpadła podwładna „Mei” oraz dwóch oficerów Kedywu. Aresztowano również jej ojca oraz dwie siostry. Wszyscy zostali przewiezieni na Pawiak, skąd Kuberskiej udało się wysłać gryps. Wskazywała, że za wpadką stoi donos Mieczysława Darmaszka, którego znała z pracy w miejskim ośrodku pomocy społecznej. Darmaszek miał czekać w bramie razem z Niemcami i potwierdzić jej tożsamość. W następnych grypsach stwierdziła, że z przesłuchań wynika, iż była śledzona już od dwóch miesięcy i to właśnie mężczyzna doniósł Gestapo o jej działaniu w konspiracji.
Chcąc się upewnić co do jego winy, kontrwywiad AK przeprowadził osobne śledztwo. Potwierdzono w nim, że Darmaszek jest niemieckim konfidentem. Poza grypsami Kuberskiej przemawiał za tym m.in. fakt, że podczas jednej z łapanek został on szybko zwolniony. W tym samym czasie, po ponad dwóch miesiącach spędzonych na Pawiaku, wszyscy zatrzymani po denuncjacji, w tym “Mea”, zostali rozstrzelani w publicznej egzekucji przy ul. Barskiej.W obliczu mordu oraz dowodów winy Darmaszka, podziemny Cywilny Sąd Specjalny skazał go na karę śmierci. Wyrok przekazano do realizacji warszawskiemu Kedywowi. Do jego wykonania zgłosiły się na ochotnika dwie członkinie oddziału kobiecego – Irena Bredel „Alina” i Leta Elżbieta Ostrowska „Justyna”. Zazwyczaj likwidowaniem konfidentów zajmował się oddział złożony z samych mężczyzn. Jednak w tym przypadku dowództwo okręgu warszawskiego, po naciskach, szczególnie ze strony Bredel, zrobiło wyjątek.
Po kilkutygodniowej obserwacji, 15 marca kobiety podjęły decyzje o wykonaniu kary. Około godziny 15:00, ubezpieczane przez trzy inne koleżanki, oddały strzały do Darmaszka, który właśnie wychodził od fryzjera. Sama egzekucja przebiegła sprawnie, jednak po chwili na miejscu pojawiła się przypadkiem niemiecka ciężarówka. W kierunku partyzantek padły serie z karabinu. Na szczęście wszystkie kule chybiły celu.
Dwa miesiące później w „Biuletynie Informacyjnym” zamieszczony został komunikat Kierownictwa Walki Podziemnej, który donosił: “Wyrokiem Sądu Specjalnego Cywilnego Okręgu Warszawy zostali skazani na karę śmierci i utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych: (…) 2) Darmaszek Mieczysław, syn Aleksandra i Konstancji – obaj za współpracę z policją niemiecką jako konfidenci. Wyroki wykonano przez zastrzelenie.”Latem tego samego roku rozpoczęło się Powstanie Warszawskie, w którym obie kobiety wzięły udział. Bredel zginęła już drugiego dnia zrywu, w trakcie szturmu na Pocztę Główną. Ostrowska przeżyła wojnę. Zmarła w 1992 roku w wieku 73 lat.
Wspólnie zbudujmy Wirtualne Muzeum Polskiego Państwa Podziemnego.
Aby zrealizować nasz cel i udostępnić Muzeum zwiedzającym już w 2022 roku potrzebujemy Twojego wsparcia.